Dlaczego bajki dla dwulatków są takie... "dwuwymiarowe"? Krzyś poszedł do ogródka. Krzyś bawił się piłeczką. Krzyś pogłaskał kotka. Obserwuję moje dwuletnie dziecko i stwierdzam, że jego wyobraźnia jest daleko bardziej rozwinięta niż te proste obrazy. Dziś zastrzelił mnie następującą wiadomością: "Ja mam w brzuszku małą dzidzię. Malutką jak fasolka. A ty, mama, masz w brzuszku groszki." Niedawno oznajmił, że w kościółku mieszka krokodyl. Krokodyl w kościółku gotuje zupę dla Milana i dla babci. Albo że jedzie do Reala kupić dom dla dziadka Andrzeja. Skąd mu się takie wizje biorą? Ot, zagadka.
Skonsultowałam moje spostrzeżenie z koleżanką Hanią, mamą Mateusza, z którym Milan w jedną noc przyszedł na świat. Mateusz niedawno wymyślił, że dziadka Henia gonił dzik i dziadek uciekał na drzewo i krzyczał "latunku". Nasze chłopaki razem chodzą do żłobka i tam podobno wspólnie wożą towar do Lidla i gotują zupę. Zdolność do fantazjowania obejmuje również wyobrażanie sobie, że dane przedmioty są czymś innym. Milan ustawia klocki jeden za drugim i mówi, że to pociąg. "U uuuuu!" - jedziemy, mama.
Dziecięce fantazjowanie ma też ujemną stronę - lęki. Milan co noc wbiega w środku nocy do naszej sypialni i ze słowami "boję się, boję się" pakuje się między nas. Nie wiem, czy boi się ciemności, czy boi się spać sam, czy boi się jakichś cieni. On sam jeszcze nie wie, a gdy zadaję jakiekolwiek pytania zamknięte: "Czy boisz się ciemności?" odpowiada "Tak", obojętnie o co zapytam. Inna scena: na parkingu. Staje za mną i mówi, że się boi dużego auta. Jeszcze niedawno leciał przez parking dotykając każdego znaczka na aucie. Ostatnio wiele przedmiotów wzbudza w nim lęk. Łącznie z magiczną kupą w nocniku.
Z książeczek, które mamy na półce, Milan chętnie ogląda "literaturę faktu" czyli zdjęcia krów, niedźwiedzi, psów itd. Ale równie chętnie słucha opowieści o tym, jak papuga Nico uciekła i schowała się na obrazku. Potrafi parę minut siedzieć i szukać papuziego ogona wśród tysiąca detali na średnio realnym obrazku. Lubi też cienką książeczkę o tym, jak Świnka Peppa, jej brat Jacek i dinozaur Jacka idą do dentysty, pana Słonia. W efekcie oględzin dinozaur ma myte ząbki i płucze buzię specjalnym płynem. Kto widział pluszowego dinozaura na fotelu? Ale dzięki temu Milan chętniej myje zęby. Ja opowiadam historię o dinozaurze u dentysty, a on siedzi z dosłownie rozdziawioną paszczą. Więcej fantazji i odwagi z naszej - rodzicielskiej - strony, a może nasze dzieci będą śmielej i z większą wyobraźnią iść przez życie? Wyobraźnia jest potrzebna jak powietrze :)
O mnie
- TimeMashinka
- TimeMashinka to wehikuł czasu. Czasu dzieciństwa. Przewozi dzieci mądrze i śmiesznie przez drogę pełną zakrętów i dziur. Wehikuł czasu ma tylko jednego kierowcę i tylko jednego bohatera - Dziecko.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dwulatek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dwulatek. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 17 lutego 2011
wtorek, 18 stycznia 2011
Pierwszy dzień
Dowiedziałam się dziś, że zostanę mamą. Bez paniki, mamą po raz drugi. Nasz syn Milan ma już 2 latka. Jak urodzi mu się siostrzyczka (marzenie taty), będzie dzielnym i mądrym prawie-trzylatkiem. Dokładnie tak to sobie wymyśliliśmy. Czy mamy na to warunki? Cóż. Nigdy nie jest dobry moment na decyzję o dziecku. Przestaliśmy więc patrzeć na warunki w kontekście przeszkód nie do pokonania. Mamy deadline 9 miesięczny, aby zrobić coś z tzw. warunkami brzegowymi. Christian rozpatruje firmę za firmą, spisuje długie listy "plusów dodatnich i plusów ujemnych". Ja nabrałam wiatru w żagle i wymyślam kolejne scenariusze bajek, kolejne postacie, kolejne tematy przewodnie. Milan nic specjalnego nie postanowił. Zmienia się z dnia na dzień. Przypomina rozbrykanego szczeniaka, który z szelmowskim uśmiechem robi zębami dziurę w wężu ogrodowym, a potem przygląda się z chichotem, jak woda oblewa pańcię od wypachnionych stóp do wyfiokowanego czubka głowy.
Dziś to na mnie przypadł zaszczyt kąpania i kładzenia spać Milana. Zawsze robi to "tata Kisam", jak mówi na Christiana Milan. Z kąpaniem poradziłam sobie konkursowo. Podłoga sucha, ja sucha, Milan mokry. Bywały czasy, gdy było dokładnie na odwrót. Pielęgnacja skóry, ubieranie piżamy - na szóstkę. Potem Milan zarządził oglądanie bajek. Wzięłam wiersze Tuwima - wydanie stylizowane na stare, klasyczne, z mojego dzieciństwa. Zagłębiłam się w "Słonia Trąbalskiego" i słyszę: następny! Za 3 sekundy: następny! Na jednym oddechu przeleciałam przez wierszyk o tym, że gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała. Wierszyk wciągnął mnie szczerze, bo był bardzo mądry życiowo i mówił o tym, żeby nie bać się żyć. Milana wierszyk nie wciągnął wcale. Stwierdził, że wszystkie kozy to konie, że koni jest "seść" i powiedział: następny!
Jak sprawić, żeby dwulatek słuchał? Musi być jakiś sposób. Milan umie bardzo dużo wierszyków a raczej tekstów piosenek. Wie, że te wierszyki mają melodię, ale na razie bardziej je deklamuje śpiewnie niż śpiewa. Wśród nocnej ciszy, Dorotka, Na Wojtusia, W pokoiku na stoliku, Kotek Puszek z jedną łatką, itd. Może dla dwulatków bajeczka powinna być prostą rymowanką do pokazywania? Tematami mogę sypać jak z rękawa: że trzeba myć zęby, że nie wolno gryźć uszczelki w drzwiach, że w brudnych butach nie chodzimy po białej wykładzinie, że mama też może czasem wrzasnąć, że nocnik jest "w porzo", że skórka z chleba jest jadalna a z ziemniaka nie - nie odwrotnie. Dwulatki są niewykorzystanym polem bajkowej eksploatacji!
Jak się czuje zafasolkowana kobieta w czwartym tygodniu ciąży? Tak jak niezafasolkowana kobieta w żadnym tygodniu ciąży. Nie jestem bardziej zmęczona ani bardziej głodna. Bardziej zła też nie. Chodzę na jogę, trochę biegam i jeżdżę na tych magicznych, roweropodobnych wynalazkach z fitness klubu. Każdy ranek zaczynam 21 powitaniami słońca z czaturangą. Pracuję nad następnym wydaniem gazety. W nocy będę pisać bloga, bajki i rysować. Piję cudne zioła, które dobrze robią mojemu organizmowi. Dziewiąty miesiąc, poród, karmienie piersią są w tym momencie taką samą abstrakcją jak lot na Marsa. Życie jest piękne! Normalnie bajka :)
Dziś to na mnie przypadł zaszczyt kąpania i kładzenia spać Milana. Zawsze robi to "tata Kisam", jak mówi na Christiana Milan. Z kąpaniem poradziłam sobie konkursowo. Podłoga sucha, ja sucha, Milan mokry. Bywały czasy, gdy było dokładnie na odwrót. Pielęgnacja skóry, ubieranie piżamy - na szóstkę. Potem Milan zarządził oglądanie bajek. Wzięłam wiersze Tuwima - wydanie stylizowane na stare, klasyczne, z mojego dzieciństwa. Zagłębiłam się w "Słonia Trąbalskiego" i słyszę: następny! Za 3 sekundy: następny! Na jednym oddechu przeleciałam przez wierszyk o tym, że gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała. Wierszyk wciągnął mnie szczerze, bo był bardzo mądry życiowo i mówił o tym, żeby nie bać się żyć. Milana wierszyk nie wciągnął wcale. Stwierdził, że wszystkie kozy to konie, że koni jest "seść" i powiedział: następny!
Jak sprawić, żeby dwulatek słuchał? Musi być jakiś sposób. Milan umie bardzo dużo wierszyków a raczej tekstów piosenek. Wie, że te wierszyki mają melodię, ale na razie bardziej je deklamuje śpiewnie niż śpiewa. Wśród nocnej ciszy, Dorotka, Na Wojtusia, W pokoiku na stoliku, Kotek Puszek z jedną łatką, itd. Może dla dwulatków bajeczka powinna być prostą rymowanką do pokazywania? Tematami mogę sypać jak z rękawa: że trzeba myć zęby, że nie wolno gryźć uszczelki w drzwiach, że w brudnych butach nie chodzimy po białej wykładzinie, że mama też może czasem wrzasnąć, że nocnik jest "w porzo", że skórka z chleba jest jadalna a z ziemniaka nie - nie odwrotnie. Dwulatki są niewykorzystanym polem bajkowej eksploatacji!
Jak się czuje zafasolkowana kobieta w czwartym tygodniu ciąży? Tak jak niezafasolkowana kobieta w żadnym tygodniu ciąży. Nie jestem bardziej zmęczona ani bardziej głodna. Bardziej zła też nie. Chodzę na jogę, trochę biegam i jeżdżę na tych magicznych, roweropodobnych wynalazkach z fitness klubu. Każdy ranek zaczynam 21 powitaniami słońca z czaturangą. Pracuję nad następnym wydaniem gazety. W nocy będę pisać bloga, bajki i rysować. Piję cudne zioła, które dobrze robią mojemu organizmowi. Dziewiąty miesiąc, poród, karmienie piersią są w tym momencie taką samą abstrakcją jak lot na Marsa. Życie jest piękne! Normalnie bajka :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
