O mnie

Moje zdjęcie
TimeMashinka to wehikuł czasu. Czasu dzieciństwa. Przewozi dzieci mądrze i śmiesznie przez drogę pełną zakrętów i dziur. Wehikuł czasu ma tylko jednego kierowcę i tylko jednego bohatera - Dziecko.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milanowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milanowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lutego 2012

Jak rozmawiać z rodzicami o seksie

Milan stoi sobie w piżamce. Ręce ma po łokcie w spodniach.

Milan: O! Mój siusiak jest duży.
Rodzice pełna konsternacja.
Ja: Siusiaki tak mają. Raz są duże, raz małe. Jak twój siusiak też jest raz duży, raz mały, to wszystko w porządku.

Od dziś TE rozmowy będą tylko bardziej zaawansowane, jak mi się wydaje :)

środa, 8 lutego 2012

Jedziemy dziś z Milanem samochodem. Poduszka powietrzna obowiązkowo wyłączona i Milan jedzie obok mnie (w swoim foteliku). Między nami leży pudełeczko naszych samochodowych landrynek. Daję je Milanowi.
- Poczęstuj się. Mi też daj jednego. Czerwonego.
- Masz mama czerwonego. A ja chcę... grünowego!







Jedziemy dalej. Umówiliśmy się, że jemy po jednej landrynce. Widzę, że mały wciąga już trzecią łypiąc na mnie. Pewnie ma nadzieję, że nie widzę.
- Milan, ile zjadłeś?
- Fünf.
- A ile miałeś zjeść? Umawialiśmy się na jednego! DAWAJ TU NATYCHMIAST TE CZTERY CUKIERKI! - grożę małemu na żarty i macham ręką koło jego buzi udając, że chcę mu wyciągać cukierki z gardła.
- Nie, nie, nie! - Milan krzyczy przez perlisty śmiech.
- Jak natychmiast nie wyplujesz cukierków, to poczekam aż wypadną z drugiej strony! - zmieniam strategię.
- Nie wypadną. - mówi Milan rezolutnie, ale niepewnym głosem.
- Jak nie wypadną? A co wypadnie?
- Kupa wypadnie. Zielona kupa. I czerwona kupa.

Ze śmiechu prawie umarłam, wypadłam z papci i posikałam się jednocześnie.


środa, 8 czerwca 2011

KAMIENIE MIL(AN)OWE - MILAN I MĘSKIE SIKANIE

Postanowiłam zacząć nowy wątek. Bajki Milanowe. Kamienie milowe. Z mojego dzieciństwa istnieją historie o Agusi, co koty pod autami w białych rajstopkach ganiała. O żarłocznej Agnieszce, co chudej siostrze ledwo oblizanego banana ukradła. O Agusi, co z dziadkiem Bronkiem wiejskie jedzenie jadła: jajecznicę na móżdżku, kartofle z parnika, świński ogonek. O Agusi, Madzi i podpiwku. O Agusi i zajączku w czerwonym wiaderku. Przekazywane ustnie z roku na rok stają się bogatsze w szczegóły, zapachy, smaki, kolory. Tak działa pamięć ludzi starszych: przenosi tęczę do przeszłości, a teraźniejszość zasłania mgłą zapomnienia.
Chciałabym podarować Milanowi pewnego dnia zbiór historyjek o nim samym. O krokach siedmiomilowych, które zrobił w swoim rozwoju, tak niespodziewanie i lekko, jakby robił to codziennie. Jak będę żwawą staruszką, sama chętnie usiądę nad takimi opowiastkami. Będę zawstydzać nimi Milana, jak przyjedzie przedstawić nam swoją nową dziewczynę :)

MILAN I MĘSKIE SIKANIE

Była piękna majowa niedziela 2011r.. Jedna z pierwszych niedziel Milana bez pieluszki. Zarazem jedna z wielu niedziel poza domem. Nie robiliśmy nic wzniosłego. Ot, rodzinny spacer po Poznaniu, po Starym Rynku. Było ganianie gołębi. Było gapienie się na ludzi. Było żebranie o balona. Były fenomenalne lody w kulkach – Milanowe truskawkowe. Pełna wolność i spokój.
Wieczór już się zbliżał, więc ruszyliśmy w stronę auta. Na ul. Dominikańskiej Milan powiedział niespodziewanie „Ja chcę siku”. Zbaranieliśmy. Zero toalety, zero pieluszki, zero nocnika. Szybko postanowiliśmy wprowadzić Milana na wyższy stopień moczowego wtajemniczenia: sikanie na stojąco. Podjął się tego tata Christian, naturalnie. Co może wiedzieć kobieta na ten temat? Ja nie wiem nic.
Ciach, spodnie ściągnięte, ciach, majteczki wokół kostek i... no i co dalej? Tata trzyma, komenderuje, ale malutkie mięśnie nie chcą jeszcze spinać się na komendę właściciela. W efekcie mamy osikany kawałek murka, pół spodni i skarpety.
Milan lubi sikanie na murek - pełen sukces :)